Przed wieczorem odwiedzili nas kolędnicy. Zaśpiewali kilka kolęd, kręcąc przy tym kolorową gwiazdą, śmierć trochę kosą postraszyła, diabeł widłami. Złożyli noworoczne życzenia za co dostali podarunek w postaci pieniężnej, córka zrobiła im zdjęcia i poszli dalej. W naszej okolicy zwyczaj kolędowania jest kultywowany od bardzo dawna, u nas nazywano ich przebierańcami, chyba od kolorowych strojów. Z dzieciństwa pamiętam że te grupy kolędujące były liczniejsze, udział brali dorośli mężczyźni, kawalerowie. Oprócz diabła i śmierci występowali też królowie, aniołowie, Herod i jakiś muzykant najczęściej był to akordeonista. Wszyscy odpowiednio ubrani, w kolorowych strojach specjalnie szytych na tę okazję. Kiedy byłam dzieckiem bałam się ich. Pamiętam że moje siostry już panienki też się ukrywały, bo diabeł biegał za nimi i koniecznie chciał je całować, a że miał twarz pomalowaną sadzą albo pastą do butów to wiadomo, że po takich pocałunkach...